Aktualności

Aktualności

Emerytki z rocznika 53 nadal traktowane niezgodnie z Konstytucją.

Od 10 lipca 2020 r. obowiązuje ustawa z 19 czerwca 2020 r. o zmianie ustawy o emeryturach i rentach z funduszu ubezpieczeń (Dz. U. z 2020 r. poz. 1222), której celem było wykonanie wskazań Trybunału Konstytucyjnego zawartych w wyroku z 6 marca 2019 r., sygn. akt P 20/16.

Sprawa ta dotyczyła kilkunastu tysięcy kobiet – emerytek urodzonych w 1953 r., które po ukończeniu 55 lat w roku 2008 przeszły na tzw. wcześniejszą emeryturę, a następnie, po ukończeniu 60 lat w 2013 r. składały wnioski o przyznanie emerytury „powszechnej”. Ustawodawca wówczas zaskoczył tę grupę emerytek i od 1 stycznia 2013 r. wprowadził przepis (art. 25 ust. 1b ustawy emerytalnej), który nakazywał ZUS odliczać od podstawy obliczenia emerytury (zwaloryzowany kapitał początkowy i składki) sumę pobranych od 2008 r. emerytur wcześniejszych. Obniżało to znacznie wysokość emerytur „powszechnych” obliczanych przez ZUS, sprawiając, że wyższe były nadal emerytury „wcześniejsze” z 2008 r. ZUS zatem kontynuował ich wypłatę.

W nowym systemie emerytura „powszechna”, w odróżnieniu od tzw. wcześniejszej, jest obliczana poprzez podzielenie jej podstawy (licznik) przez średnie dalsze trwanie życia (mianownik). Zmniejszony licznik ułamka oznaczał więc mniejszą emeryturę mimo tego, że po 2008 r. zwykle kobiety te kontynuowały zatrudnienie i odprowadzanie składek, a kapitał do 2013 r. był waloryzowany.

Przechodząc na emeryturę wcześniejszą w 2008 r. przepis nakazujący odjęcie sum pobranych emerytur „wcześniejszych| od podstawy emerytury „powszechnej” nie obowiązywał. TK słusznie zatem zakwestionował nową, zaskakującą tę grupę regulację, jako niezgodną z zasadą demokratycznego państwa prawnego (art. 2 Konstytucji RP). Emerytki nie mogły bowiem przed 2013 r. złożyć wniosku o przyznanie emerytury (nie spełniając warunku wieku), a od 1 stycznia 2013 r. zostały „objęte” nowym przepisem przy interpretacji Sądu Najwyższego, że ustalenie wysokości emerytury następuje na podstawie przepisów obowiązujących w dacie wydawania decyzji.

Wyrok TK z 6 marca 2019 r. doprowadził do uchwalenia wyżej wskazanej ustawy z 19 czerwca 2020 r., która niestety ponownie narusza Konstytucję RP. Tym razem chodzi o zasadę równego traktowania podmiotów, które odznaczają się tymi samymi istotnymi (relewantnymi), a więc naruszenie zasady równości (art. 32 ust. 1 Konstytucji) w zakresie prawa do zabezpieczenia społecznego (art. 67 ust. 1 Konstytucji).

Paradoksalnie bowiem kobiety, które w 2013 r. w ogóle nie złożyły wniosku o przyznanie emerytury „powszechnej” (często wiedząc skądinąd, w tym od pracowników ZUS, że nie ma to sensu i emerytura ta nie będzie wypłacana, jako niższa od „wcześniejszej”) skorzystały na wyroku TK, a walczące i upominające się o swoje prawa ich koleżanki nie zyskały nic albo bardzo niewiele.

Ustawa, a za nią ZUS potraktował bowiem cały ten „rocznik emerytek” nierówno. Uznano, że pierwsza grupa (która nie składała wniosków w 2013 r.) dopiero teraz przechodzi na emeryturę „powszechną”, a zatem ich podstawa emerytury jest zwaloryzowana do 2020 r., a następnie podzielona przez średnie dalsze trwanie życia osoby w wieku 67 lat (według GUS). Mianownik ułamka wynosi w tym wypadku około 190. Kobiety te, co bardzo istotne, tak jak ich walczące koleżanki, pobierały do tego czasu emerytury „wcześniejsze”, naruszając zgromadzony „kapitał emerytalny”. Z kolei druga kobiet została potraktowana tak, jakby już w 2013 r. przeszła na emeryturę – mianownik w tym wypadku wynosi około 250. Różnica w wysokości emerytur jest uderzająca i wynosi bardzo często około 800-1000 złotych. Mówimy o osobach z tym samym kapitałem początkowym i składkami.

Zwróćmy uwagę, że w obu wypadkach nic w istocie kobiet tych nie różni. Obie grupy do 2020 r. utrzymywały się z emerytury „wcześniejszej”, czerpiąc ze zgromadzonego „kapitału emerytalnego”; często nadal pracowały. Czynnikiem różnicującym jest tylko i wyłącznie złożenie wniosku w 2013 r. i wydanie wówczas niezgodnej z Konstytucją decyzji. Decyzji, która pozostała „na papierze” i nie prowadziła do żadnej zmiany w wysokości pobieranej emerytury, nie zmniejszała „kapitału emerytalnego”.

Dochodzi zatem do wtórnego, niekonstytucyjnego traktowania tej grupy emerytek i to w oparciu o czynnik absurdalny – wydaną wcześniej, w 2013 r., niekonstytucyjną decyzję, która stanowi obecnie dla ZUS podstawę do wyciągania niekorzystnych dla emerytek skutków prawnych. ZUS uznaje bowiem, że w 2013 r. emerytki te „przeszły” jednak na emeryturę, a zatem wszelkie wskaźniki (jak średnie dalsze trwanie życia) brane są z tamtego roku. Dzieje się tak mimo tego, że skutkiem wyroku TK jest prawo do wznowienia postępowania, które powinno odwrócić wszelkie skutki tamtych decyzji.

Oczywiście, Konstytucja pozwala na nierówne traktowanie, ale tylko podmiotów, które odznaczają się różnymi cechami tzw. relewantnymi, czyli takimi, które z punktu widzenia norm i wartości konstytucyjnych są akceptowalne jako czynnik różnicujący.

Czy złożenie wniosku w 2013 r. i naliczenie wówczas, i to niezgodnie z Konstytucją, emerytury „na papierze”, która nigdy nie była wypłacana, jest wystarczające do tak skrajnie odmiennego traktowania części kobiet, choć wszystkie te kobiety (i to jest cecha relewantna) korzystały z „kapitału emerytalnego” do 2020 r., pobierając emerytury „wcześniejsze”.

W mojej ocenie nie ma konstytucyjnego uzasadnienia, aby drugą grupę traktować inaczej, skoro pierwsza również korzystała z tego kapitału do 2020 r. Mimo tego ZUS przyznał jej znacznie wyższe emerytury.

Modelowo oczywiście późniejsze przejście na emeryturę oznacza wyższą jej wysokość, ale ten przypadek jest wyjątkowy. Obie grupy po prostu już wcześniej konsumowały ten kapitał. Zresztą takie było ratio legis przepisu art. 25 ust. 1b ustawy emerytalnej, który nadal obowiązuje w stosunku do innych emerytów, nakazując odliczanie od podstawy emerytury sum pobranych emerytur „wcześniejszych”. Opisanych grup emerytek przepis ten jednak nie obowiązuje, bo w stosunku do nich jest niezgodny z Konstytucją.

Trudno zatem pogodzić się z tym, że wydanie niekonstytucyjnej decyzji, nigdy niewykonywanej, potwierdzenie tego przez TK i wznowienie postępowania, które powinno w założeniu odwrócić skutki niekonstytucyjności, ma być obecnie kanwą dyskryminacji i skrajnie nierównego traktowania podmiotów, które w swej istocie, co do rzeczywiście istotnych cech, niczym się nie różnią.

Mam nadzieję, że fala odwołań od decyzji ZUS doprowadzi do rozproszonej kontroli konstytucyjności przepisów kwestionowanej ustawy z 19 czerwca 2020 r. (art.194j ust. 2 i ust. 3), ewentualnie rozstrzygnięcia SN bądź TK, który w tej sprawie przecież już raz głos zabrał. Na Konstytucję obecnie powołuje się wiele grup i podmiotów. Czas najwyższy, aby stała się ona – również w praktyce sądów powszechnych – realnym prawem, będącym podstawą rozstrzygnięć wówczas, gdy jej naruszenie jest bardzo wyraźne.


Abolicja dotycząca składek na ZUS przedsiębiorców częściowo niekonstytucyjna?

Ustawa abolicyjna dotycząca składek na ZUS od przedsiębiorców (z 9.11.2012 r.) przewidywała, że wraz ze składkami ZUS jednocześnie umarzały się składki zdrowotne na NFZ. Niestety ustawodawca w sposób zapewne nieuświadomiony - jak się wydaje - potraktował niesprawiedliwie tych przedsiębiorców, którzy zwolnieni byli ze składek na ZUS (np. emeryci/renciści) i nie mieli zaległości na te składki, a tylko zaległości na ubezpieczenie zdrowotne (na NFZ).

ZUS stąd odmawiał takim osobom umorzenia, choć Ci byli niejako mniej "winni" (ich zaległości były mniejsze). ZUS twierdził, że jedynie wraz ze składkami ZUS umarzają się składki na NFZ. Przykładowo jeżeli Pan X miał zaległość 50.000 zł na ZUS, a 10.000 zł na NFZ, to 60.000 zł podlegało umorzeniu. Jeżeli Pan Y miał tylko zaległość 5.000 zł na NFZ i "zrobił" mniejsze zadłużenie, to odmawiano mu umorzenia. Gdzie tu sprawiedliwość i równe traktowanie?

Kancelaria odwołała się od wyroków w takiej sprawie, a obecnie prowadzi sprawę ze skargi konstytucyjnej przed Trybunałem Konstytucyjnym dot. tego problemu. Skarga do Trybunału Konstytucyjnego została przyjęta.


Sprawy "frankowe" - Banki próbują opóźnić procesy.

Mimochodem banki próbują wydłużyć procesy tzw. frankowiczów, wykorzystując to, że Sąd Okręgowy w Gdańsku zaskakująco wystosował kolejne pytanie prawne do Trybunału Sprawiedliwości UE w Luksemburgu. Banki w pismach do sądów rozpoznających sprawy frankowiczów wnoszą o zawieszenie tych spraw z uwagi na wyżej wskazane zapytanie, co może opóźnić wydanie wyroku o ponad półtora roku. Do tego sprawy wydłużają się z uwagi na pandemię COVID-19.